mariusz szczygieł wielogłoska

Drogi Panie Mariuszu!

Czy droga rozpoczęta nad piaszczystym brzegiem Wisły może prowadzić do centrum Pańskiego warszawskiego świata*? Zaczynając od zarośniętych, dzikich i zupełnie niepodobnych do krakowskich nadwiślańskich bulwarów. Przez białoruski koncert na Starówce, grany pod niewzruszonym butem Zygmunta. Policję, mnóstwo policji. Pałac prezydencki za barykadą z niebieskiej dykty, jakby rysunek rzeźby był ładniejszy niż sama rzeźba. Kościół Wizytek, przed którym zawsze widzę niewysoką sylwetkę ks. Twardowskiego, odpowiedzialnego za licealne liryczne wzruszenia licealistek z małych miasteczek. Rozwibrowane Krakowskie Przedmieście, gdzie znów słychać szum, a ludzie nie oddalają się z niechęcią od siebie.

warszawa

A potem nasze kroki tam i z powrotem na Nowym Świecie. No gdzie jest ta knajpa, Aniu, tu nie ma żadnej ulicy w bok. W końcu skręcamy w jakąś boczną ulicę, wchodzimy w podwórko, gdzie zmęczona kelnerka intensywnie niszczy swoje płuca. Może się spytamy, mówię do Ani.

Ale widzę już światła i stoliki. I wiem, że to właśnie tutaj szłam cały dzień, rozpoczęty kawą i pospiesznym stukaniem w klawiaturę w czyżyńskim bloku z wielkiej płyty. Aby wysłać maile, zrobić layout artykułu, który nie chce się dać złamać. Aby z czystą głową jechać strefą ciszy do najgłośniejszego miasta.

Widzę więc światła i coś niebieskiego, ale Ania nie wierzy, każe wracać. Nie, no chodź, to gdzieś tutaj. Idziemy chodnikiem, jest! Wrzenie świata, a przy stoliku siedzi Pan, Panie Mariuszu. Czytam Pańskie reportaże od wielu lat, a Pan spędza piątkowy wieczór przy stoliku, pod drzewem. A ja żartuję sobie z Ani, czy wie, gdzie tutaj jest północ.

Wrzenie świata, połączenie antykwariackiego kurzu z książek z czeską hospodą, przycupnęło obok hałaśliwej ulicy. Prosecco rozpuszcza hamulce, pozwalając nam łączyć w rozmowie sienkiewiczowskiego Latarnika z Wojanem, idolem mojej córki.

Mój idol nadal siedzi przy stoliku z chłopakiem nieco przypominającym pewnego popularnego piosenkarza**. Dołącza do nich pani, której twarz znam doskonale, ale nazwiska nie mogę sobie przypomnieć. Ona na pewno tworzy, więc rozmawiają pewnie o pisaniu. Może Pan, Panie Mariuszu, pisze nową książkę?

Całkiem pewnie stoję na dwóch nogach, ale nagle brakuje mi odwagi, aby spytać: „Panie Mariuszu, czy mogę zrobić Panu zdjęcie?”. Kiedy zmywa Pan filiżankę? Nalewa wody do szklanki? Siedzi przy stoliku i dowcipnie odpowiada coś chłopakowi w kapeluszu i okularach.

Wystarcza mi wymiana spojrzeń. Tak, na pewno Pan wie, że do Wrzenia nikt nie przychodzi przypadkiem, że trzeba się naszukać, żeby napić się tu kawy czy wina. Że w upalny piątkowy wieczór przyszła tu dziewczyna, która kocha Pana twórczość. Że kiedy Pan akurat nic nie wydaje, to pociesza się Pańskimi odpowiedziami na listy w „Wysokich Obcasach Extra”. A tak przy okazji – czy pytania również Pan wymyśla?

Rozglądam się po ogródku, widzę plakat Strajku Kobiet i wiem, że jestem u siebie. Wypite wino sprawia, że mocno wierzę, że mój pomysł na siebie, firmę się uda, musi się udać, uda się na pewno.

Wtedy gasną światła w kawiarni. Pora na nas, mówię do Ani. Pstrykam fotkę pustego stolika i plakatu (od razu mam gotowy podpis na insta – Nikogo nie ma, bo wszyscy malują plakaty na jutrzejszą Paradę Równości). Idziemy dalej, nie prosząc o autograf, zdjęcie ani o nic innego, bo Panu się nie przeszkadza. A przy Pańskim stoliku nadal trwa niespieszna rozmowa, kto wie, może o pomyśle na nową książkę o czeskich błahostkach.

* Cytował Pan niedawno słowa Zofii Czerwińskiej „W życiu można liczyć tylko na siebie, ale co zrobić, jeśli i tego zabraknie?”. Jeśli nawet zabraknie Panu siebie (chociaż mam nadzieję, że nie), to ma Pan piękne miejsce na warszawskiej mapie.

** Chłopakiem w kapelusz był Tomasz, znawca nowego cmentarza żydowskiego w Łodzi. Wiem o tym z instagramowego wpisu Pana Mariusza z 21 czerwca.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.