sezon na truskawki wielogloska baner

Sok z truskawek między palcami. O „Sezonie na truskawki” Marty Dzido

Najpierw okładka. Od pewnego czasu oglądałam przekrojoną na pół papaję, więc widok truskawki przywołał jednoznaczne określenia. Potem te kropelki… na pewno miesiączka. Potem jednak nie, to łzy. Taką drogę przebyłam, zanim zaczął się w moim domu sezon na truskawki AD 2021.

To książka o każdej z nas. Odcienie kobiecości – koleżanki ze szkolnych ławek, nastolatki nieporadnie malujące oczy na niebiesko. „Bravo” i chłopcy z klasy. Podstawówka, liceum. Chłopak jeden, drugi, żaden. Mąż, biały welon.

A potem przychodzi czas na dziecko. To nie będzie odkrycie – jestem matką córki, Olgi (imię po Noblistce), której poród był dla mnie najważniejszym wydarzeniem w życiu. Pachniała kronselką, jak jabłka w starym sadzie jesienią. Urodziłam ją w grudniu, od razu widziałam, jak mądra z niej dziewczynka. A teraz puszczam ją, z rozwianym włosem, na desce. Na obóz (10 dni beze mnie!). Na nocleg w stadninie (gdzie umyje zęby?!). Zdejmuję parasol każdego dnia. Kupuję mądre książki, wianki, dresy i trampki (żadnej spódnicy na koniec roku, MAMO!).

A ona mówi „nie rób ze mnie swojej kopi!”, „słuchaj mnie!”, „nie słuchasz!”. Nie będę słuchała twojej jazzowej muzyki, nie będę nosiła sukienki raz w tygodniu. Daj mi miskę czereśni! Daj komórkę! Mogę wybrać?

Była kuleczką we mnie, ziarnkiem czarnuszki. Teraz pedałuje z całych sił i krzyczy do mnie mamo, patrz!

Marta Dzido, Sezon na truskawki, Wydawnictwo Relacja, s. 155

Lubię język i sposób narracji Marty Dzido. Od „Małża” przeczytanego na studiach. Historia Magdy była ważna dla nas, dziewczyn z edytorstwa. Tak myślę teraz, bo raczej nie rozmawiałyśmy o tej książce. Jedna z „pokoleniowych” opowieści, przeczucie dorosłości.

Lubię dotyk okładki „Sezonu na truskawki”. Do opisu kobiecej fizjologii pasują metafory owocowe – brzoskwinia, truskawka, papaja, słodki sok, lepkość palców. Czytam (zawodowo) wiele erotyki i wiem, że trudno ładnie opisać orgazm i to, co się dzieje pomiędzy bohaterami, ową chemię i szaleństwo w oczach. Marta Dzido czyni to subtelnie, z wyczuciem. Metafory nie są banalne, nie uderzają, nie infantylizują.

Do przeczytania na wakacjach!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.